My analizujemy lokaty, Ty je wybierasz

Czym są i jak działają parabanki?

Portrait
Rafał Janik
Doktor nauk ekonomicznych. Uwielbia liczby, wykresy i dane. W wolnym czasie trenuje kolarstwo oraz wspinaczkę. Jego hobby to literatura i astronomia.
Czym są i jak działają parabanki?
Źródło: © Tiero / Fotolia

Parabank to dość mylący termin, który zdaje się sugerować, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju banku. W rzeczywistości to nieprawda. Parabanki nie posiadają licencji KNF, nie respektują też ustawy o prawie bankowym. Co jednak najgorsze – wiele z nich to typowe piramidy finansowe zorientowane wyłącznie na zysk. Zysk kosztem klienta.

O firmie Amber Gold– i to jeszcze na długo przed jej spektakularnym bankructwem - słyszała chyba większość Polaków. W końcu rzadko kiedy zdarza się, aby jakaś spółka w tak szybkim czasie zdołała osiągnąć tak spektakularny sukces. Dzięki znakomitej ofercie depozytowej, na której wedle reklam można było zarobić 12-15%, udało się jej pozyskać od klientów, bagatela, 1 miliard złotych depozytów. Niestety, jak wiemy po fakcie – wszystko było oszustwem. Firma, zamiast inwestować powierzone jej środki w złoto, zwyczajnie je „przejadała”. I choć doświadczony finansista od razu wyczułby podstęp i ominął Amber Gold z daleka, to jednak wiele osób skuszone atrakcyjną ofertą dało się nabrać. Efekt to w wielu przypadkach utracone oszczędności całego życia i sprawy sądowe ciągnące się po dziś dzień.

Bank a parabank

Mimo zbieżności nazw, bank i parabank to całkowicie różne instytucje. Pierwszy posiada licencję ze strony KNF a także gwarancję ze strony BFG. Do uzyskania tego typu licencji niezbędne jest spełnienie szeregu rygorystycznych wymogów m.in. w zakresie adekwatności kapitałowej (bank musi mieć wystarczająco dużo własnych pieniędzy, aby mógł rozpocząć działalność). Natomiast parabank to najczęściej zwykła spółka kapitałowa (np. z ograniczoną odpowiedzialnością), która nie jest objęta jakimikolwiek regulacjami. Co więcej – nie musi ona ograniczać się w swojej działalności wyłącznie do prowadzenia usług bankowych (czyli przyjmowania depozytów i udzielania kredytów). Tak naprawdę może prowadzić dowolny biznes i robić z pieniędzmi klientów to, na co ma ochotę. Dla osób trzymających pieniądze w parabanku oznacza to olbrzymie ryzyko, które dodatkowo pogarsza fakt, że ich środki nie są w jakikolwiek sposób gwarantowane (w przypadku banków takich gwarancji udziela BFG).

Śmiech przez łzy

Choć Amber Gold był jedną z największych afer finansowych w historii Polski, to jego upadek miał także pewną dobrą stronę. Sprawił, że w mediach głośno zaczęło się mówić na temat działalności tzw. parabanków, ostrzegając niczego nieświadomych klientów przed potencjalnym zagrożeniem.

Niestety oszustwa finansowe podobne do Amber Gold wciąż się zdarzają, choć na szczęście ich skala nie jest już tak duża (tabela poniżej). Jedno z najnowszych to sprawa Pozabankowego Centrum Finansowego. Ten parabank przyjmował od klientów pieniądze na procent, obiecując im nawet 25% zysku w skali roku. Na taką ofertę dało się nabrać ponad 200 osób, którzy wpłacili do PCF 14 mln zł. Szanse na odzyskanie całości tej kwoty są praktycznie zerowe.

Największe polskie parabanki ostatnich lat

Nazwa

Kwota zgromadzonych środków

Liczba klientów

Rok zawalenia się piramidy

Amber Gold

850 mln zł

> 17 000

2012

Royal Fin

100 mln zł

> 1700

2012

Remedium

60 mln zł

> 700

2014

Pozabankowe Centrum Finansowe

14 mln zł

> 230

2017

Pożyczka Gotówkowa*

180 mln zł

> 74 000

2017

* Znana też jako Pomocna Pożyczka i Polska Korporacja Finansowa*

Obserwując rynek usługi finansowych, widzimy jednak, że klienci są dziś o wiele ostrożniejsi niż 7-8 lat temu. Wprawdzie naiwnych niestety nadal nie brakuje, to jednak wiele osób widząc slogan w stylu „gwarantowane 10% rocznie”, zamiast super oferty zacznie wietrzyć podstęp. Dobrą robotę wykonuje tu także Komisja Nadzoru Finansowego, która na bieżąco monitoruje rynek w poszukiwaniu oszustów. Efekty jej pracy widoczne są na stronie knf.gov.pl, gdzie umieszczona jest lista ostrzeżeń publicznych. Aktualnie znajduje się na niej aż 80 przypadków, kiedy firma złamała ustawę Prawo bankowe, przyjmując depozyty bez stosownej licencji (zgodnie z prawem lokaty mogą oferować wyłącznie banki nadzorowane przez KNF; w innych przypadkach jest to przestępstwo). Dlatego zastanawiając się nad skorzystaniem z usług takiej firmy, najpierw zweryfikujmy, czy nie znajduje się ona na „czarnej liście” KNF. Jeśli tak jest – omińmy ją szerokim łukiem!

Piramida finansowa

Większość parabanków funkcjonuje na zasadzie piramidy finansowej. Za pioniera tego typu struktur uznawany jest Amerykanin Charles Ponzi (stąd czasami można spotkać się z określeniem „piramida Ponziego” lub “schemat Ponziego”). Mężczyzna oferował swoim klientom niezwykle wysokie odsetki (10% miesięcznie), które wedle jego zapewnień miały pochodzić z zysków na handlu znaczkami pocztowymi. Początkowo wszystko szło jak z płatka – klienci płynęli do Ponziego szerokim strumieniem. Jego działalność uwiarygodniały jednocześnie wysokie wypłaty dla nielicznych osób, które zdecydowały się wycofać swoje środki. W ten sposób cała piramida rozrosła się do gigantycznych jak na ówczesne czasy (lata 30’ XX wieku) rozmiarów - 15 mln dolarów. Jednak w pewnym momencie chętni do powierzenia Ponziemu swoich oszczędności się skończyli, wzrosła natomiast liczba tych, którzy zażądali wypłat. Jak się wkrótce okazało, oszust nie prowadził żadnego handlu znaczkami, a początkowe wypłaty pochodziły po prostu ze środków późniejszych klientów. Kiedy fama się rozeszła, cały schemat się zawalił, a Ponzi trafił do więzienia.

Jak rozpoznać, czy to piramida?

Niestety, choć KNF robi co może, to niemożliwe jest, aby jego pracownicy zidentyfikowali wszystkie parabanki działające w naszym kraju. Zresztą pomysłowość ich właścicieli na to, jak wykiwać klientów, zdaje się dosłownie nie mieć granic. W historii mieliśmy już do czynienia z parabankami oferującymi depozyty, które miały być gwarantowane przez zyski ze: sprzedaży sprzętu komputerowego, emisji reklam podczas wydarzeń sportowych a nawet recyklingu śmieci! Często jest więc tak, że dana firma trafia na listę ostrzeżeń publicznych, kiedy dla wielu osób jest już za późno. Jeśli wpłaciliśmy do takiego parabanku np. 100 tys. zł i zaczną się kłopoty z ich wypłaceniem, to informacja, że jest to potencjalny bankrut, na pewno humoru nam nie poprawi.

Co więc w takim przypadku robić? Okazuje się, że istnieje jeden, niezwykle skuteczny sposób na zidentyfikowanie potencjalnego zagrożenia. Jest nim wysokość oferowanego oprocentowania. Parabank, który oferuje np. 14% gwarantowanego zysku rocznie, dosłownie mówi nam w twarz „jestem oszustem”. Pierwsza lampka ostrzegawcza – po co jakaś firma miałaby nam oferować tak dużo, skoro kredyty inwestycyjne, a nawet duża część pożyczek gotówkowych jest oprocentowana znacznie niżej? A tak, żeby wypłacić 12% odsetek, trzeba zarobić zacznie więcej np. 20%. W końcu oprócz pieniędzy dla klientów należy również wypłacić pracownikom pensje czy pokryć inne koszty funkcjonowania (np. wynajem biura). Albo więc zarząd takiej firmy ma chroniczną awersję do robienia interesów z bankowcami, albo zwyczajnie próbuje nas wykiwać.

Druga sprawa jest taka, że legalnie działający podmiot bankowy przy obecnych stopach procentowych nigdy nie zaoferuje nam więcej niż 4-5% zysku. Zwyczajnie nie będzie się mu to opłacało, gdyż w razie potrzeby znacznie taniej może pożyczyć środki z banku centralnego (cały mechanizm szczegółowo opisaliśmy w tym artykule). Oczywiście taka nieuczciwa firma finansowa, zdając sobie sprawę z tych prawidłowości, może starać się ustalić oprocentowanie na takim poziomie, aby nie budziło podejrzeń. Nie jest to jednak łatwe zadanie, jeśli bowiem da je zbyt niskie – klienci po prostu nie skorzystają z jej usług.

Podsumowanie

Z doświadczenia wiemy, że zastosowanie „filtra”, w którym odrzucamy wszelkie oferty depozytów przekraczające 6-7%, doskonale spełnia swoją rolę. W ten sposób prawdopodobnie uda nam się uniknąć większości potencjalnych oszustów. Takie podejście ma jednak również swoją złą stronę – znacznie zmniejsza nasz potencjalny zysk. Ograniczając się wyłącznie do gwarantowanych lokat bankowych, w obecnych realiach zarobimy co najwyżej 3-4% w skali roku.

A co, jeśli marzymy o zwrotach rzędu 13-14%, czyli tyle, ile oferował Amber Gold? Jedną z dostępnych możliwości jest kupno akcji spółek giełdowych. Jednak w ich przypadku nikt nigdy nie użyje słowa „gwarantowany” – zamiast tego będzie „możliwy” lub „prawdopodobny”. Mamy nadzieję, że rozumiecie różnicę.

Przeczytaj także