My analizujemy lokaty, Ty je wybierasz

Struktura polskiego rynku lokat, czyli kto płaci najmniej a kto najwięcej?

Portrait
Rafał Janik
Doktor nauk ekonomicznych. Uwielbia liczby, wykresy i dane. W wolnym czasie trenuje kolarstwo oraz wspinaczkę. Jego hobby to literatura i astronomia.
Struktura polskiego rynku lokat, czyli kto płaci najmniej a kto najwięcej?
Źródło: © fotolia/ WrightStudio

Polacy trzymają w bankach grubo ponad 1 bln złotych. Przeszło połowa z tej kwoty marnuje się na nieoprocentowanych kontach osobistych. A jeśli już ktoś zdecyduje się na założenie lokaty, to najpewniej otrzyma marne grosze. Aktualna średnia to niespełna 1,5%.

Oczywiście jako oszczędzający wcale nie jesteśmy skazani na rynkową średnią. Przeglądając nasz ranking najlepszych lokat, czy czytając zakładkę „Aktualności”, z łatwością wyszukasz znacznie bardziej atrakcyjne oferty. Wśród ostatnio przez nas opisywanych znalazła się m.in. długoterminowa lokata Facto (zapewnia zysk do 4% w skali roku) czy Lokata Mobilna w Santander Banku Polska, która po uwzględnieniu premii za aktywność pozwala zarobić przynajmniej 7,69% w skali roku.

Problem w tym, że tego typu oferty to rzadkość. Prawdziwy obraz polskiego rynku lokat bankowych prezentuje się o wiele gorzej. Potwierdzenie tego znajdziesz chociażby na poniższej infografice. Prezentuje ona średnie oprocentowanie lokat bankowych w poszczególnych bankach. Rozmiar danego elementu odpowiada sumie zobowiązań konkretnej instytucji wobec klientów, czyli w pewnym uproszczeniu kwocie zebranych depozytów. Dominującym (prawie 60% powierzchni) kolorem jest pomarańczowy. Oznacza to, że w tych bankach możemy liczyć na odsetki z lokat rzędu 0,5-1,0%. W tej grupie znalazł się m.in. największy polski kredytodawca, czyli PKO BP oraz numer trzy polskiego rynku bankowego – Pekao.

Dużo przestrzeni na grafice zajmuje także kolor żółty. W ten sposób oznaczyliśmy banki, gdzie przeciętne oprocentowanie depozytów mieści się w przedziale 1,0-1,5%. Wśród podmiotów, które „świecą” na żółto, znalazły się m.in. Santander Bank Polska, mBank oraz Alior Bank.

Struktura depozytów
Kliknij, aby powiększyć

Cechą wspólną wszystkich wymienionych do tej pory banków jest to, że oferują lokaty, których przeciętne oprocentowanie jest niższe od rynkowej średniej. Oczywiście nie oznacza to, że nie warto monitorować dostępnych w nich ofert. Od czasu do czasu także w tych instytucjach możemy znaleźć coś ciekawego (jak chociażby wspomnianą przed chwilą Lokatę “100 dni” w Alior Banku). Jednak jako całość każdy z tych banków plasuje się poniżej przeciętnej.

Pod względem oferowanego oprocentowania najlepiej prezentują się banki oznaczone kolorem zielonym. Łatwo jednak dostrzec, że w skali całego rynku stanowią one zdecydowaną mniejszość. Dobry przykład to BOŚ Bank, którego oferty wyraźnie wybijają się ponad przeciętność. Rzecz w tym, że jego udział w łącznej kwocie depozytów polskiego sektora bankowego to niewiele ponad 1%. Jeszcze mniej pieniędzy klienci trzymają w Nest Banku (0,4%) i Plus Banku (0,15%).

Skąd takie różnice?

Nasza infografika pozwala jednoznacznie stwierdzić, że polski rynek depozytów zdominowany jest przez bardzo kiepskie oferty. Mediana, czyli wartość środkowa wszystkich aktualnie dostępnych lokat, to niespełna 1,20% (a więc znacznie mniej niż rynkowa średnia, która to zawyżona jest przez pojedyncze, atrakcyjne lokaty dające zarobić 4% lub więcej).

Ktoś mógłby zapytać, dlaczego większość oszczędzających, zamiast monitorować rynek i wybierać tylko najatrakcyjniejsze lokaty, godzi się na tak marne warunki? Przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka. Naszym zdaniem podstawowa to zwykły brak świadomości z istniejących alternatyw. Jeśli ktoś co krok widzi szyldy PKO BP czy Santandera, to raczej nie pójdzie ze swoimi pieniędzmi gdzieś indziej, bo nawet nie będzie zdawał sobie sprawy, że istnieją atrakcyjniejsze oferty (argument ten dotyczy głównie użytkowników tradycyjnej bankowości stacjonarnej).

Istotną kwestię odgrywają także nasze przyzwyczajenia. Ktoś, kto od lat korzysta np. z usług ING, raczej nie przeniesie swoich pieniędzy do jakiegoś innego, niesprawdzonego przez siebie banku (nawet jeśli miałby tam otrzymać wyższe odsetki). Jest też trzeci czynnik – bezpieczeństwo. Nie każdy zdaje sobie sprawę z istnienia Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Jeśli więc słyszy, że Idea Bank czy Getin Bank znajdują się w kiepskiej kondycji, w obawie o swoje pieniądze przeniesie je w inne – jego zdaniem – bezpieczniejsze miejsce. Istotną rolę gra także ogólną niechęć Polaków do oszczędzania. Jeden czy nawet dwa procent gwarantowanego zysku to dla wielu zbyt mało, żeby w ogóle zacząć interesować się lokatami.

Splot tych wszystkich czynników prowadzi do tego, że zdecydowana większość naszych oszczędności zwyczajnie się marnuje. Z pożytkiem dla banków, bo otrzymują od nas niemal darmowy kapitał. Ze szkodą dla nas, bo zamiast osiągać stały i gwarantowany przychód, nie dostajemy nic lub prawie nic…

Przeczytaj także

Komentarze